Ten wyjazd do Norwegii miał być tylko krótkim rekonesansem z Kumplami od Gwiazd, a okazał się… odkrywaniem Arktyki na nowo. Choć byłam tam już kolejny raz, tym razem patrzyłam inaczej. Oddając fotograficzne pole Chłopakom, którzy tworzą kadry marzeń, mogłam po prostu chłonąć i patrzeć, czuć, doświadczać. Choć oczywiście zrobiłam trochę zdjęc i to dla nich, na pamiątkę, jest ten wpis.
Senja – dzika wyspa Północy
Senja, często nazywana „Norwegią w miniaturze”, jest drugą co do wielkości wyspą w kraju i jednym z najpiękniejszych miejsc północnej Norwegii. Znajdziecie tu wszystko: strzeliste góry wyrastające wprost z oceanu, głębokie fiordy, małe rybackie wioski i niekończące się przestrzenie, gdzie natura dyktuje rytm życia. To właśnie tu spędziliśmy cały dzień, ciesząc oczy (i obiektywy) pięknem surowej przyrody.
Dla fotografa (i nie tylko!) to prawdziwy raj. Z jednej strony można tu polować na zorzę polarną, z drugiej – spotkać się z dzikością, która w Arktyce jest na wyciągnięcie ręki.
Zobaczenie zorzy polarnej w tym miejscu było od dawna moim marzeniem. Tym razem udało je się spełnić, a spektakl Świateł Północy poprzedził jeden z najpiękniejszych zachodów słońca, jakiego kiedykolwiek doświadczyłam…
Tego dnia zorza pokazała nam się na jeszcze dość jasnym niebie, kolorowym od zachodzącego słońca. Ma początku nieśmiało mieszała swoją zieleń z nadciągającym granatem nocy, by już za chwilę pokazać swoją moc i piękno. To był widok, który spowodował u mnie ciary i wzruszenie. Bo warto marzyć…
Bieliki – królewskie ptaki północy
Obok zorzy to bielik, największy przedstawiciel orłów w Europie, stał się moim głównym fotograficznym bohaterem. W Norwegii populacja bielika jest wyjątkowo silna, ptaki te królują nad fiordami i często można je obserwować, jak szybują nad wodą w poszukiwaniu ryb.
W mitologii nordyckiej bielik zajmuje szczególne miejsce. W eddach opisywano go jako ptaka siedzącego na szczycie drzewa Yggdrasil – osi świata, która łączy wszystkie krainy. Dla dawnych Skandynawów był symbolem mocy, wolności i bliskości z boskością. Patrząc na bielika z okien naszej chatki, łatwo uwierzyć, że niesie w sobie coś więcej niż tylko ptasi majestat.
Intensywne dni, intensywne noce
Jak opisać te kilka dni? Szczerze: nie mam pojęcia. Było intensywnie do granic możliwości! W cztery doby przespałam może 14 godzin, żywiłam się głównie kabanosami i łososiem, a resztę energii czerpałam… z kosmosu. Tak już mam w Arktyce: nie jem, nie śpię – tylko żyję pełną piersią (trochę żart. A trochę nie 🙃).
To był czas wyciśnięty jak cytryna; każda sekunda wypełniona po brzegi. Z naszej chatki wyjeżdżaliśmy przed południem, wracaliśmy nad ranem. Były rozmowy do rana, lekcje foto, wspólne planowanie, śmiech i te momenty, kiedy nagle wszystko cichnie, bo patrzysz na coś, co zapiera dech.
Arktyka zawsze daje więcej
Wróciłam zmęczona, wręcz wypruta – a jednocześnie naładowana jak nigdy. Bo Arktyka zawsze daje więcej, niż się od niej oczekuje.
Jeśli chcesz z nami odkrywać Arktykę, to zajrzyj koniecznie na One Small Step. Mówią, że nawet najdłuższa podróż (także ta po realizację marzeń) zaczyna się od pierwszego kroku.
📸 Zdjęcia wykonałam aparatem Canon R5, wypożyczonym do testów dzięki uprzejmości firmy Fotoforma, za co jestem ogromnie wdzięczna. #współpraca #współpracabarterowa