Oglądałam kości. I słuchałam bagien.
I to był jeden z najbardziej fascynujących weekendów tego roku.
Nie wiem, co robiliście w miniony weekend, ale ja… oglądałam kości. Dużo kości. Naprawdę dużo.
Pojechałam do Biebrzańskiego Parku Narodowego na kolejny zjazd Akademii Tropienia prowadzonej przez niezrównanych Kasię Ramotowską i Adama Zbyryta i – jak poprzednio, wróciłam stamtąd z głową pełną wiedzy! To było intensywne szkolenie przyrodnicze, pełne praktyki, konkretów, zadziwień i opowieści o tym, co zostaje po zwierzętach, kiedy cicho znikają z lasu, pozostawiając po sobie ślady.
Jak rozpoznać kości w lesie? Jak odczytać historię ich właściciela po samym fragmencie czaszki czy zębie? Jakie zwierzęta mają puszkę bębenkową o konkretnym kształcie, co zdradzają zęby bobra i co ma wspólnego kręg szyjny z wypowiadaniem słowa „nie”? To tylko okruch pytań, które padały przez cały weekend i każda odpowiedź prowadziła do kolejnych fascynujących tropów. Ogrom przekazywanej wiedzy, wynikającej nie tylko z książek, ale przede wszystkim z niesamowitej praktyki!
Ile waży czaszka bielika? Jak dużą rybę może połknąć kormoran? Jak rozpoznać, ile lat miał właściciel zębów znalezionych na leśnej ścieżce? I jak – mając przed sobą tylko kość udową, ramieniową, strzałkową i stertę kręgów – złożyć leśne puzzle? To nie był tylko suchy wykład. To był weekend pełen odkryć!
To był „kościsty” weekend, ale przecież wędrując przez łąki i lasy nie mogliśmy odmówić sobie przyjemności odkrywania cudów natury!Patrzyliśmy, jak świeżo wykluta rusałka żałobnik po raz pierwszy w życiu rozpościera skrzydła. I choć trwało to chwilę, czuliśmy się jak przyszywani rodzice chrzestni. Zachwycaliśmy się absolutnie klasyczną kupą gąsienicy (naprawdę!), podziwialiśmy grację modliszki, która wyglądała jak elegancka baletnica, obserwowaliśmy tropy (były też wilcze!), zbieraliśmy pióra i spotkaliśmy… małego, żywego jenota. I – dla równowagi – również nieco mniej żywą łoszę.
Wiedza spotykała tu wzruszenie. Rzetelna nauka – czysty zachwyt.
Kasia i Adam potrafią opowiadać o świecie przyrody w sposób absolutnie niepowtarzalny. Ich opowieści nadawały każdej znalezionej rzeczy – niezależnie, czy był to fragment kupy, kawałek miednicy, czy drzewo z cieniem asymilatów – fiszkę z nazwą, historią i kontekstem.
Znalazł się także czas na samotny świt. Mglisty, pastelowy, z żurawiami w tle i ciszą tak gęstą, że aż słychać było, jak rosa osiada na trawie. Ten moment szczególnie doceniły moje społeczne bateryjki; chwila spokoju w nasyconym wrażeniami czasie.
Dlaczego takie szkolenia są dla mnie ważne?
Jako przewodniczka leśna traktuję rzetelną wiedzę jako fundament wszystkiego, czym się dzielę.
Dbam o to, by informacje, które przekazuję w trakcie warsztatów, spacerów, wypraw i opowieści, były nie tylko piękne i poruszające, ale przede wszystkim prawdziwe. Dlatego regularnie się szkolę, uczestniczę w warsztatach, uczę się od najlepszych, podpatruję, słucham i zadaję pytania. Bo poznawanie przyrody nie kończy się nigdy, a las codziennie może pokazać coś, czego jeszcze nie widziałam.
Tropienie w lesie, rozpoznawanie kości zwierząt, odkrywanie śladów to nie tylko sposób na lepsze zrozumienie świata przyrody, ale też na głębsze bycie jego częścią.
To był jeden z tych weekendów, po których człowiek wraca zmęczony, ale z uśmiechem dookoła głowy.
I z nadzieją, że następnym razem, gdy znajdę w lesie jakąś kość – dostrzegę w niej znacznie więcej niż tylko biel.
Dziękuje, Akademio Tropienia. Do zobaczenia ponownie!